Nie wspominałem jeszcze o tym, że w tzw. międzyczasie nasz syn przystępował do I Komunii Świętej. Niestety wszystko to zbiegło się z okresem panowania pandemii, a więc i poważnych ograniczeń w funkcjonowaniu społeczeństwa. Z Bożą pomocą udało nam się wszystko zorganizować, ale niestety z racji obostrzeń ceremonia odbyła się bez udziału naszej najbliższej rodziny. Dla nas najważniejsze jednak było to, że syn przyjął Jezusa do swojego serca. W zasadzie było to przełomowy moment w naszym życiu. Od tej chwili zaczęliśmy co niedzielę, wspólnie chodzić do Kościoła na mszę świętą. Oczywiście początki były dość trudne. Msze wydawały nam się dłużyć, a kazania były kompletnie niezrozumiałe. Na szczęście już po kilku tygodniach wszystko zaczęło się zmieniać. Zacząłem bardzo skupiać się na kazaniach, wsłuchiwać w nie i czerpałem radość z tego, że słyszałem o rzeczach, które dopiero co przeczytałem w Biblii. Co więcej, zaczęło się również zmieniać moje życie prywatne i zawodowe. Przede wszystkim w dużym stopniu udało mi się ograniczyć czas pracy. Choć niekiedy muszę nieco dłużej wykonywać swoje zawodowe obowiązki, to jednak mam teraz dużo więcej czasu zarówno dla swojej rodziny, jak i ludzi potrzebujących pomocy.
Czy kiedyś pomogłeś innej, być może obcej osobie? Jeśli nie, to nawet nie masz pojęcia, jak piękna jest to chwila i jak wiele radości dostarcza. To uczucie, gdy komuś pomożesz w życiu, wypełnia serce i czuć, jak dusza się raduje. Możesz doświadczyć tego sam – pomóc np. biednemu, który prosi Cię na ulicy o pieniądze. Wiem, co sobie teraz pomyślisz zapewne zamiast wydać je na jedzenie, pójdzie do sklepu i kupi butelkę alkoholu. Być może masz rację, ale pamiętaj, że najważniejszy jest gest. Chciałeś dobrze, zrobiłeś dobry uczynek i z pewnością poczułeś się lepiej, a przecież Bóg chce, aby pomagać bliźniemu. Nawet w Biblii jest napisane, aby nigdy nie odmawiać tym, którzy proszą o pomoc.
Pomagając ludziom zapragnęliśmy zrobić coś więcej kolejnym krokiem było wsparcie finansowe dla naszej lokalnej parafii. Pieniądze te od dawna były potrzebne na pilną naprawę mocno już przeciekającego dachu. Nasz kościół jest bardzo mały i kiedy my zaczęliśmy pojawiać się w nim regularnie, na mszach rzadko kiedy było więcej, niż 20-25 osób. Jednak dziś sytuacja wygląda już zupełnie inaczej. W każdą niedzielę widzimy przynajmniej 100 wiernych, którzy zapragnęli powrócić na dobrą drogę. Zdaje sobie sprawę z tego, że wiele osób żyje w przekonaniu, iż parafie śpią na pieniądzach i wrzucenie 1 zł na tacę w zupełności wystarczy. Niestety, o ile duże może i są bogate, tak małe, położone w niewielkich miejscowościach, ledwo wiążą koniec z końcem. Sytuacja jest tym gorsza, im mniej wiernych pojawia się na niedzielnych mszach. Uzbieranie większej sumy na poważniejszy remont budynku jest tutaj ogromnym problemem. Po wszystkich tych wydarzenia, kiedy w okolicach 15 grudnia czytałem na swoim tarasie książkę, przyszło mi na myśl, aby zrobić świąteczne paczki dla bezdomnych. Postanowiłem to zrobić pomimo tego, że akurat w tym momencie nie mieliśmy zbyt dużo pieniędzy. Końcówka roku zawsze wiąże się z dużymi wydatkami. Do tego, z racji pandemii, przez praktycznie cały rok mieliśmy dużo mniej klientów niż zwykle, co oczywiście przełożyło się na niższe zarobki. Rok był trudny, sytuacja nie wyglądała zbyt ciekawe, ale i tak myśl o pomocy bezdomnym, ciągle zaprzątała mi głowę. Podejrzewam, że do takiego kroku zachęcał mnie sam Pan Jezus i ostatecznie postanowiliśmy zrobić dobry uczynek na święta przygotowaliśmy paczki z prezentami dla 12 potrzebujących osób.
Dokładnie w Wigilię, 24 grudnia, zapakowaliśmy wszystkie świąteczne pakunki i wraz z całą rodziną wybraliśmy się na poszukiwania bezdomnych. Znalezienie tych ludzi nie jest specjalnie trudne większość z nich nocuje pod mostami czy w opuszczonych budynkach. Przygotowane prezenty przekazywałem ludziom razem z moim 10-letnim synem. Do końca życia nie zapomnę wyrazu twarzy tych osób. Były zaskoczone i jednocześnie niesamowicie szczęśliwe, że ktoś o nich pamietał. Emocje pobudzał fakt, że nie zostali pozostawieni sami sobie w ten jakże wyjątkowy dzień. Odchodząc już, powiedziałem jeszcze tym ludziom, że Pan Jezus o nich nie zapomniał i jednocześnie podkreśliłem, że nigdy nie jest za późno na to, aby się nawrócić. Co uradowało mnie jeszcze bardziej, mój syn wyraźnie był dumny z ojca. Do tego dostał wspaniałą lekcję, że nie można patrzeć tylko i wyłącznie na siebie, ale warto pomagać również innym, tym w o wiele gorszej sytuacji. Do dziś odczuwam tę radość z pomocy innym ludziom i mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się zrobić więcej prezentów dla bezdomnych. Być może pomogą w tym osoby odwiedzające ten serwis – byłaby to piękna inicjatywa.
I tak powoli zbliżamy się do końca naszej historii, a więc do czasów obecnych. Muszę jednak wspomnieć o jeszcze jednym, bardzo ważnym wydarzeniu. Gdy trwał proces nawracania, naszemu synowi w śnie objawiła się Maryja. Niestety nie jesteśmy w stanie potwierdzić, czy objawienie to było prawdziwe, czy może tylko zwykłym snem i wytworem mózgu dziecka. Dopytywaliśmy wiele osób, czy w okresie dzieciństwa zdarzały im się właśnie tego typu sny i nigdy nie uzyskaliśmy odpowiedzi twierdzącej. Mamy więc nadzieję, że był to odzew ze strony Boga i liczymy na to, że w przyszłości znów się to wydarzy.
Nasza rodzina doświadczyła również Bożej łaski. Kilka dni po objawieniu nasz syn obudził się z poważnym bólem nogi. Jest bardzo aktywny sportowo, dużo trenuje i dlatego mogło dojść do jakiejś kontuzji. Idąc tego dnia do szkoły, mocno kulał i prosił Boga o pomoc i uśmierzenie tego bólu. Dosłownie kilka sekund po wypowiedzeniu tych słów ból zniknął całkowicie. Gdy wrócił do domu i zaczął mi o tym opowiadać, miał łzy w oczach, a ja rozpłakałem się razem z nim. To był najlepszy dowód na to, że Bóg jest z nami cały czas, tylko my robimy wszystko, aby go nie widzieć. Choć zło toczy ten świat, to jednocześnie dookoła nas dzieje się mnóstwo dobrych rzeczy, których nie zauważamy. Jesteśmy ludźmi i potrzebujemy twardych dowodów. Dopóki na własne oczy nie zobaczymy działania Boga, dopóki Jezus nie stanie przed naszymi oczami i nie przyzna się do czynienia tego dobra, to nie chcemy w niego uwierzyć. Moim zdaniem to jeden z powodów, dla których ludzie odwracają się od Kościoła oraz Boga. Nie chodzą na msze i nie modlą się, gdyż uważają, że wszystko, co osiągnęli w życiu, jest tylko i wyłącznie efektem ich ciężkiej pracy.
Sytuacja zazwyczaj zmienia się wtedy, gdy w życiu wydarzy się coś bardzo złego. To właśnie wtedy ludzie nagle przypominają sobie o Bogu, modlą się do niego i stopniowo nawracają. Pamiętaj, że choć jest on miłosierny, to jednak nie możemy go wiecznie o coś prosić. Zawsze należy mu również dziękować, modlić się i kierować swoje modlitwy do Jezusa i Maryi. Oczywiście pamiętaj, że Boga nie należy prosić np. o szczęśliwy los na loterii, ale o zdrowie, szczęście, miłość, spokój czy pomoc w rozwiązaniu poważnych problemów życiowych. Polecam Ci, aby każdego ranka po przebudzeniu podziękować Panu Jezusowi za to, że doczekałeś nowego dnia i za swoją wspaniałą rodzinę. Z kolei wieczorem odmów modlitwę i podziękuj za wszystko, co w mijającym dniu otrzymałeś i czego doświadczyłeś. To naprawdę proste, zajmuje dosłownie chwilę, a dzięki temu staniesz się szczęśliwszy i będziesz się czuć dużo lepiej.
Nie będę ukrywał, że od ponad roku skupialiśmy się na realizacji innego, niż ten projektu. Był bardzo złożony i niestety dotyczy tematu dla nas konkretnie nieznanego. Ostatecznie podjęliśmy się projektu, który był dla nas ciekawym wyzwaniem, ale przez ostatnie 2 miesiące mieliśmy trudności z rozwiązaniem pewnych problemów. I tak w naszej historii znów pojawia się wspomniany wcześniej Janusz. To on przesłał do mnie tekst ks. Dolindo Ruotolo, który zatytułowany jest “Jezu, Ty się tym zajmij – Akt oddania się Jezusowi”. Zamieściłem go w serwisie, dlatego jeśli chcesz się z nim zapoznać, zajrzyj na podstronę „Jezus”. Kiedy po jego przeczytaniu obudziłem się rano kolejnego dnia, postanowiłem ponownie przemyśleć problemy, na które napotkaliśmy w czasie realizacji projektu. Powiedziałem wtedy głośno „Jezu, Ty się tym zajmij”. Możesz wierzyć lub nie, ale dosłownie chwilę po tym wydarzeniu w mojej głowie pojawiła się odpowiedź! W ułamek sekundy udało mi się rozwiązać problem, który zaprzątał nam głowy przez ponad 2 miesiące. Tyle tygodni straciliśmy na przebrnięcie przez trudność, która okazała się prosta do pokonania.
Polski
English
Español